Strona Główna  »  Wydarzenia 2015/2016   »   Wyprawa, która wszystko zmieniła, czyli wycieczka integracyjna klas pierwszych

Wyprawa, która wszystko zmieniła, czyli wycieczka integracyjna klas pierwszych

Wiadomo, że najlepiej poznaje się ludzi w górach. Czyżby dlatego pierwszoklasiści z PARNASU zaatakowali Karkonosze?

Zamkowe przygody dnia pierwszego
Czwartek, 2 października 2015, 7.45, 3 stopnie Celsjusza na dworze. Uczniowie klas pierwszych tłoczą się przed szkołą lub w jej przedsionku. Wyjazd zaplanowano na 8. Część osób już w szkole żałowała niezabrania czapek czy rękawiczek. Gdy przyjechał autokar, tłum Parnasowiczów rzucił się do wejścia. Na szczęście wychowawcom udało się zapanować nad dziką euforią uczestników wyprawy…
Wreszcie wyruszyliśmy. Już po paru minutach siedzenia w autobusie wielu mogła rozboleć głowa. Mnie przypadło siedzieć na tyle, a przesławna tylna kanapa cieszyła się (jak z pewnością zawsze na szkolnych wycieczkach) największą popularnością. Pierwszym punktem wycieczki był zamek Bolków. Pozwiedzaliśmy i pooglądaliśmy średniowieczne zamczysko, weszliśmy na wieżę ( o nietypowym, wrzecionowatym kształcie), na której niektórym lęk wysokości dał się we znaki.
Kolejnym punktem wycieczki był zamek Bolczów. Parnasistów tylko pięćdziesiąt, a rozciągnęliśmy się na długość, na jakiej zmieściłoby się przynajmniej 500 żołnierzy Napoleona! Po zdobyciu Bolczowa płynnie przeszliśmy do Szwajcarki – słynnego schroniska (jak się okazało leżące nie w Szwajcarii, tylko w Rudawach Janowickich). Oczywiście wspinanie się nie szło tak szybko, ponieważ nie wszyscy dawali sobie radę z narzuconym przez przewodnika ( pana Piotrka) tempem.
Po popasie wróciliśmy do autokaru. Wszyscy byli zmęczeni, ale dobra atmosfera nie znikła. Nocowaliśmy w hotelu Biatlon w Jakuszycach. Wiele osób zasmuciła niemożność spędzenia nocy z członkami innych klas. Wygłodniałe jak wilki dzieciaki już nie mogły doczekać się kolacji. Podczas posiłku było tak głośno, że myśli pozbierać było trudno. Potem przyszedł czas na zabawę: chłopacy poszli grać w piłkę nożną, a dziewczyny w siatkę. Gry zespołowe okazały się najlepszym sposobem integracji! Później był wyścig na gumowych rurach, w którym dziewczyn przegrały z chłopakami. Zjedliśmy kiełbasę z ogniska i z powodu zimna wróciliśmy do pokojów. Nad całym wieczorem i jego różnymi wariactwami mógłbym się jeszcze długo rozwodzić, ale trudno byłoby się w tym wszystkim połapać. Wszyscy szaleli i bawili się aż do ciszy nocnej, kiedy przyszedł czas na zasłużony odpoczynek…

Kolorowe przygody dnia drugiego
8:00 – śniadanie. W Jakuszycach temperatura spadła poniżej zera! O 9:00 z powrotem byliśmy w autobusie. Słońce przyjemnie muskało twarz przez szybę, zapowiadając, iż ten dzień będzie jeszcze lepszy niż poprzedni.
Wodospad Kamieńczyka, czyli pierwsze widoki w piątek rano. Odpoczynek w schronisku, w którym nie było frytek!!! Zeszliśmy do Szklarskiej Poręby, gdzie czekał na nas środek transportu. Wyruszyliśmy do Kolorowych Jeziorek. Od tamtego czasu moje uszy nadal nie wydobrzały, ale bawiłem się świetnie. Gdy doszliśmy na miejsce, okazało się, że Czerwone i Purpurowe Jeziorka przybrały barwę niezbyt ładnego ciemnego brązu, a Żółte wyschło. Tylko Zielone wyglądało tak, jak oczekiwaliśmy: nadzwyczajnie.
Nastał już czas powrotu. W piątek było mniej chodzenia i więcej jeżdżenia, ale jak dla mnie to był najlepszy czas na wycieczce… Na obiad znowu zawitaliśmy do Bolkowa. Zjedliśmy ze smakiem pizzę (chociaż bardziej przypominała bułę niż włoski specjał). Z niewiadomych przyczyn zaraz po wyjeździe z Bolkowa dziewczyny już w autokarze zaczęły się żegnać i obściskiwać. A przecież trwała ostatnia godzina zabawy! Zrobiliśmy na tyle autokaru imprezę w stylu „ disco z lat 80-tych” i zanim się obejrzeliśmy, autobus wjechał do Wrocławia.
Po powrocie na Wagonową większość osób poczuła się dziwnie. To już? Koniec wycieczki? Wsiadając do swoich aut, uczniowie nadal nie wierzyli. Szał wycieczkowy nie opadł aż do poniedziałku. Ale cóż, trzeba było wrócić do rzeczywistości. Sądzę, iż wycieczka przyczyniła się do integracji w klasie i poza nią. To były dwa dni pełne głośnych rozmów, zabawy i śmiechu. A dziewczyny może nawet przekonały się do chłopaków Nie taki diabeł straszny…..
Mateusz Wróblewski 1c