Strona Główna  »  Wydarzenia 2012/2013   »   Parnas po wiedeńsku

Parnas po wiedeńsku

Gdyby przed wycieczką spytać nas, z czym kojarzy nam się Wiedeń, prawdopodobnie odpowiedzielibyśmy, że z walcem, operą i Belwederem. Dziś do tych odpowiedzi doszłoby pewnie jeszcze dziesiątki dobrych wspomnień, które zabraliśmy ze sobą ze stolicy Austrii.
Choć nic tego nie zapowiadało, Austria powitała nas słońcem i wysokimi temperaturami. W ciągu trzech dni zwiedziliśmy najważniejsze zabytki Wiednia, a że trzy dni to bardzo mało jak na takie pełne historii miasto, chodzenia było dużo… bardzo dużo. Na trasie naszej wycieczki znalazły się m.in.: wzgórze Kalhenberg, Park Straussa, Pałac Schon Brun (gdzie P. Iwona Śmiałek spisała się jako fantastyczna suszarka :) ), Muzeum Techniki, przepiękna katedra wiedeńska, Belweder ze słynnym „Pocałunkiem” Gustava Klimta, Muzeum miasta Wiednia, Muzeum Historii Naturalnej oraz park rozrywki Prater, w którym tak nam się podobało, że pobyt tam przedłużył się o godzinę. Wymieniać można by dużo i długo, gdyż ma się wrażenie, że w tym pięknym mieście każda płytka chodnikowa, każda kamieniczka, jest zabytkiem. Brakuje oczu, by ogarnąć wszystkie historyczne miejsca. To, co większość z nas zdziwiło najbardziej, to fakt, że Wiedeń jest mniejszy od Warszawy. Trudno było to uwierzyć, patrząc ze wzgórza Kahlenberg, na rozległą panoramę miasta…
Naszym kolejnym przystankiem były Czechy, a dokładniej urokliwe Brno. Sympatyczna Pani przewodnik oprowadziła nas po tym uroczym mieście, pokazała nam m.in. główny rynek oraz, co niektórych ucieszyło najbardziej, pomnik zwany „Parnasem”. W ostatnim dniu zatrzymaliśmy się już tylko w przepięknej jaskini, a stamtąd pojechaliśmy prosto do Polski. Pod koniec podróży, nasze pomysłowe wychowawczynie wręczyły nagrody w postaci jabłek, tubek z cukrem i mentosów, osobom, które wyróżniały się na wycieczce (m.in. najelegantszy „strój wieczorowy” i wszędobylstwo :) ).
Opinii o wycieczce było wiele, jedni mówili, że za dużo chodzenia, drudzy, że za mało wolnego czasu, ale co do jednej rzeczy jesteśmy zgodni. Zintegrowaliśmy się jak nigdy. Nie czuło się podziałów na klasę a, b czy c. Do tego okazało się, że nauczyciele mają wiele różnych twarzy :) Wróciliśmy o wiele bardziej zżyci, z wieloma zabawnymi i miłymi wspomnieniami. Choć myślę, że najgorszą rzeczą jaką można było usłyszeć po powrocie to: „Dzisiaj będzie rosół” :)

Agnieszka Popko